metodyzm
Strona główna
Czytelnia
» Jan Wesley
» dokumenty Kościoła
» inne


ŚWIADECTWO DUCHA (1)
fragmenty kazania (10)  ks. Jana Wesleya

Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy!  (Rz 8,16)


(…) Podstawą rozumienia tego, czym jest dziecięctwo Boże są liczne świadectwa samego Pisma Świętego. (…)

Przewodnictwo Ducha Bożego jako kryterium dziecięctwa Bożego jest zgodne ze świadectwem Pierwszego Listu św. Jana: A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania jego zachowujemy.... Lecz kto zachowuje Słowo jego, w tym prawdziwie dopełnia się miłość Boża. Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy, tzn. że rzeczywiście dziećmi Bożymi jesteśmy. Jeżeli wiecie, że jest sprawiedliwy, wiedzcie też, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, z niego się narodził. (...) My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do żywota, bo miłujemy braci; (...) po tym poznajemy, żeśmy z prawdy i uspokajamy przed nim swoje serca, ponieważ miłujemy się nawzajem nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą. (...) Po tym poznajemy, że w nim mieszkamy... ponieważ On nam udzielił swojego (miłującego) Ducha. (...) I po tym Duchu (posłuszeństwa), którego nam dał, poznajemy, że w nas mieszka.

Jest rzeczą wielce prawdopodobną, że od początku świata do dnia dzisiejszego nigdy nie było dzieci Bożych, które miałyby głębszą znajomość naszego Pana Jezusa Chrystusa i obfitość łaski Bożej niż Apostoł Jan, który napisał te słowa, i ojcowie w Chrystusie, do których je napisał. Mimo to, faktem jest, że zarówno sam Apostoł jak i owe filary w świątyni Boga, tzn. jego adresaci, byli jak najbardziej dalecy od lekceważenia kryteriów dziecięctwa Bożego, wprost przeciwnie, dla potwierdzenia swojej wiary, odnosili je do swoich własnych dusz. Mamy tu jednak do czynienia z czysto racjonalnym rozumowaniem, gdyż świadkiem jest duch, tzn. nasz umysł albo inaczej nasze rozumienie. Wszystko sprowadza się do tego, że ci, którzy spełniają te właśnie kryteria, są dziećmi Bożymi. Jeśli więc i my je spełniamy, również dziećmi Bożymi jesteśmy.

W jaki jednak sposób przejawia się to, że w istocie spełniamy takie kryteria? Jest to pytanie, które nadal wymaga odpowiedzi. W czym przejawia się nasza miłość do Boga i bliźniego? W czym wypełnianie przykazań? Uściślijmy sens tych pytań. Chodzi mianowicie o to, w jaki sposób wobec nas samych, a nie innych, przejawia się spełnienie tych kryteriów? Tego, który w ten właśnie sposób stawia to pytanie, zapytałbym: W czym przejawia się to, że jesteś żywy? W czym to, że jesteś zdrowy, a nie chory? Czy twoja świadomość nie sygnalizuje ci tego bezpośrednio? Ta sama samoświadomość da ci znać, czy twoja dusza jest żywa dla Boga, czy wybawiony jesteś od dolegliwości pychy i gniewu, oraz czy łagodność usposobienia i pokój ducha są twoim udziałem. W ten sam sposób jest ci dane przekonać się, czy miłujesz, radujesz się i masz w Bogu upodobanie. Ta właśnie samoświadomość pozwala ci odczuć, czy rzeczywiście miłujesz bliźniego swego jak siebie samego, czy dobrze usposobiony jesteś do wszystkich ludzi, czy udziałem twoim jest dobrotliwa łagodność i cierpliwość. Jeśli zaś chodzi o zewnętrzną oznakę dziecięctwa Bożego, którą jest, według św. Jana, przestrzeganie przykazań, mocą łaski Bożej serce twoje niedwuznacznie mówi ci, że owa oznaka do ciebie właśnie należy. Twoje sumienie dzień w dzień sygnalizuje ci, czy zawsze przywołujesz imię Boże z najwyższą powagą, pobożnością, czcią i bojaźnią, czy pamiętasz na dzień odpocznienia, abyś go święcił, czy czcisz ojca swego i matkę swoją, czy wszystkim czynisz to, co chciałbyś, aby i inni tobie czynili, czy utrzymujesz swoje ciało w uświęceniu i poszanowaniu, i czy w piciu i jedzeniu powściągliwy jesteś, a wszystko co, czynisz, na chwałę Bożą czynisz.

Tak więc we właściwym znaczeniu świadectwo naszego ducha czy też świadectwo naszego sumienia, to nic innego tylko to, że Bóg sprawił, że powołani jesteśmy do świętości tak w sercu jak i w zewnętrznym sposobie bycia wobec innych ludzi. Innymi słowy, świadectwo naszego ducha, czy też sumienia, to świadomość, że otrzymaliśmy w Duchu synostwa i przez nie, usposobienie, które jest scharakteryzowane w Słowie Bożym, jako przynależne dzieciom Bożym, mianowicie serdeczną miłość do Boga i wszystkich ludzi, dziecięcą ufność, z jaką polegamy na Bogu, Ojcu naszym, niepragnienie niczego oprócz samego Boga, złożenie wszelkich trosk na Niego, ogarnięcie każdego z synów ludzkich szczerością i tkliwością tak, żeby własne życie być gotowym złożyć w ofierze za naszego brata, tak jak Chrystus za nas złożył swoje życie. Jest to świadomość tego, że wewnętrznie kształtowani jesteśmy przez Ducha Bożego na podobieństwo Syna jego, i że czyniąc to, co miłe jest przed jego obliczem, postępujemy w sprawiedliwości, miłosierdziu i prawdzie.

Przejdźmy teraz do odpowiedzi na pytanie, czym jest świadectwo Ducha Bożego dodane i dołączone do świadectwa ducha naszego tzn., w jaki sposób Duch Boży świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy? W języku ludzkim trudno jest znaleźć słowa, które mogłyby wyjaśnić głębokości Boże. W istocie słowa, które wiernie oddałyby to, co jest udziałem dzieci Bożych, nie istnieją. Ale gdyby ktoś (przez samego Boga pouczony w doborze właściwych, tj. czasem łagodnych, a czasem dosadnych słów) zapragnął znaleźć stosowne słowa, mógłby powiedzieć, że świadectwo Ducha jest niejako wewnętrznym odbiciem w duszy, przez które Duch Boży bezpośrednio świadczy mojemu duchowi, że dzieckiem Bożym jestem, że Jezus Chrystus umiłował mnie i siebie oddał za mnie, że wszystkie moje grzechy są wymazane, i że ja, nawet ja, jestem z Bogiem pojednany.

Jest rzeczą naturalną, że świadectwo Ducha Bożego z konieczności poprzedza świadectwo naszego własnego ducha, co widać choćby z tego, że powinniśmy być święci tak w naszym sercu jak i życiu, zanim możemy mieć tego świadomość, tzn. zanim świadectwo naszego ducha pokaże nam, że jesteśmy wewnętrznie i zewnętrznie święci. Ale zanim w ogóle możemy być święci, musimy Boga miłować, ponieważ miłość Boga jest źródłem wszelkiej świętości. Nie potrafimy jednak miłować Boga, dopóki nie wiemy, że on nas miłuje: Miłujemy go, gdyż on nas przedtem umiłował. Nie jesteśmy też w stanie poznać jego przebaczającej nam miłości dopóki jego Duch nie zaświadczy o tym duchowi naszemu. Skoro więc owe świadectwo Ducha Bożego z konieczności poprzedza miłość do Boga i wszelką świętość, wynika z tego, że poprzedza ono także wewnętrzną ich świadomość, czyli innymi słowy, świadectwo naszego ducha w nich.

Wtedy dopiero, nie wcześniej, kiedy Duch Boży zaświadczy duchowi naszemu, że On ciebie umiłował i posłał syna swego jako ubłaganie za grzechy twoje, że On miłuje ciebie i wyzwolił ciebie z grzechów twoich przez krew swoją, że miłujemy Boga, gdyż On nas przedtem umiłował i dla Niego miłujemy także brata swego. Tego wszystkiego nie możemy nie być wobec samych siebie świadomi. Wiemy bowiem, czym nas Bóg łaskawie obdarzył. Wiemy ponadto, że miłujemy Boga i przestrzegamy jego przykazań, przez co wiemy również, że z Boga jesteśmy. To jest właśnie świadectwo naszego ducha, które, jak długo trwamy w miłości Boga i przestrzegamy jego przykazań, bezustannie świadczy wraz z Duchem Bożym, że dziećmi Bożymi jesteśmy.

Nie chciałbym, żeby to, co dotychczas powiedziałem, zostało zrozumiane jako argument uzasadniający wyłączenie działania Ducha Bożego ze świadectwa naszego ducha. Nie to mam na myśli. Duch Boży bowiem nie tylko czyni w nas wszelkie dobro, ale także jasno pokazuje to, co uczynił. Właśnie o tym św. Paweł mówi jako o wielkim celu otrzymania przez nas Ducha, mianowicie abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg łaskawie obdarzył, aby umocnić świadectwo naszego sumienia wzbudzając czystość i świątobliwość Bożą, i aby udzielić nam umiejętności rozróżniania w pełniejszy i wyraźniejszy sposób tak, aby to, co czynimy znalazło w jego oczach upodobanie.

Gdyby nadal ktoś szukał odpowiedzi na pytanie: W jaki sposób Duch Boży wespół z duchem naszym świadczy, że dziećmi Bożymi jesteśmy i to tak, aby wszelką wątpliwość wykluczyć i pokazać rzeczywistość dziecięctwa Bożego? - odpowiedź na podstawie tego, co zostało wcześniej powiedziane, jest oczywista. Jeśli chodzi o świadectwo naszego ducha, to przede wszystkim dusza równie dokładnie i wyraźnie postrzega wtedy, kiedy miłuje, zachwyca się i raduje w Bogu, jak wtedy, gdy kocha i zachwyca się czymkolwiek ziemskim. Tak więc dusza nie bardziej wątpi, czy miłuje, zachwyca się i raduje niż czy istnieje. Pochylmy się więc nad następującym rozumowaniem:
Przesłanka l – Ten, kto miłuje Boga posłuszną miłością, zachwyca się nim świętym zachwytem i raduje pokorną radością, jest dzieckiem Bożym.
Przesłanka 2 – Ja właśnie tak miłuję, zachwycam się i raduję w Bogu.
Wniosek - Jestem dzieckiem Bożym.

Jeśli ten sylogizm jest dobry, to w żaden sposób chrześcijanin nie może wątpić o własnym dziecięctwie Bożym. Co do przesłanki pierwszej ma chrześcijanin pogląd tak niewzruszony jak co do tego, że Pismo Święte pochodzi od Boga. Z kolei, co do przesłanki drugiej ma on wewnętrzne przeświadczenie równoznaczne z oczywistością. Dlatego świadectwo naszego własnego ducha przekazuje owo najgłębsze przekonanie sercom naszym, przez co ponad wszelką wątpliwość ukazuje rzeczywistość naszego dziecięctwa Bożego.

W jaki jednak sposób boskie świadectwo ukazuje się sercom ludzkim? Wyjaśnić tej kwestii nie potrafię. Zbyt cudowna jest dla mnie ta wiedza, zbyt wzniosła, bym ją pojął. Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszą, ale nie wiem, skąd przychodzi i dokąd idzie. Tak jak nikt nie zna spraw człowieka oprócz ducha człowieczego, który w nim jest, tak też charakteru spraw boskich nie zna nikt oprócz Ducha Bożego. (...)

W pierwszej więc kolejności zajmijmy się pytaniem: Jak wspólne świadectwo Ducha Bożego i naszego należy odróżnić od uroszczeń umysłu naturalnego? (...)

Moja odpowiedź brzmi: Pismo Święte zawiera liczne stwierdzenia, dzięki którym można odróżnić prawdziwe świadectwo Ducha od uroszczeń umysłu naturalnego. (...) Pismo Święte bowiem wyraźnie podaje cechy charakterystyczne, które poprzedzają, towarzyszą i następują po udzieleniu tego daru Bożego tak, że niewielka doza refleksji przekona go, nie pozostawiając cienia wątpliwości, że nigdy nie były jego udziałem właśnie te cechy. Przykładem niech będzie to, że Pismo Święte wymienia upamiętanie się i świadomość grzechu jako cechy, które poprzedzają świadectwo doznania przebaczenia: Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się Królestwo Niebieskie. Opamiętajcie się i uwierzcie Ewangelii. Upamiętajcie się i niech się każdy z was da ochrzcić. Opamiętajcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze. W zgodzie z tym zwiastowaniem Pisma, Kościół nasz także bezustannie wymienia upamiętanie się jako to, co poprzedza przebaczenie czy też jego świadectwo: Bóg odpuszcza i uwalnia od grzechu wszystkich, którzy prawdziwie upamiętają się i szczerze wierzą jego świętej Ewangelii. Człowiek żywiący uroszczenia umysłu naturalnego obcy jest jednak poczuciu upamiętania. Nigdy skrucha serca nie była jego udziałem. Świadomość własnych grzechów nigdy nie była dla niego smutkiem ani nieznośnym ciężarem. Nawet jeśli powtarzał te słowa, nigdy nie miał naprawdę na myśli tego, co mówił; można by powiedzieć, że zaledwie prawił Bogu komplementy. (...)

Kolejnym warunkiem poprzedzającym świadectwo, że jesteśmy dziećmi Bożymi, wymienianym przez Pismo Święte, jest narodzenie się z Boga. Jest ono opisywane jako wielka i radykalna przemiana, przejście z ciemności do światła, spod władzy szatana pod Boże panowanie, ze śmierci do życia, wreszcie jako zmartwychwstanie. Apostoł Paweł w Liście do Efezjan powiada: Wzbudził was, którzy umarliście przez upadki i grzechy wasze. I dalej: I nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem,...i wraz z nim wzbudził i (...) posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie. Ale o przemianie takiej jak ta, cóż wie człowiek o umyśle naturalnym? Nie wie on w ogóle, o co tu chodzi, gdyż całkowicie obcy mu jest ten język. Może nawet zapewniać, że zawsze był chrześcijaninem. Nie jest mu jednak wiadome, żeby kiedykolwiek doświadczył pragnienia takiej przemiany. Dlatego więc, jeśli tylko przez chwilę zastanowi się, w istocie może uświadomić sobie, że nie jest narodzony z Boga, że nigdy dotąd nie poznał Boga, gdyż myli głos natury z głosem Bożym.

6. Odłóżmy jednak na bok rozważania dotyczące tego, czego człowiek o umyśle naturalnym w przeszłości doświadczył albo nie. Teraźniejszy bowiem jego charakter łatwo nam może posłużyć jako wskaźnik, czy mamy do czynienia z dzieckiem Bożym czy raczej kimś, kto oszukując sam siebie rości sobie jedynie pretensje do bycia nim. Pismo Święte opisuje radość w Panu, która towarzyszy świadectwu jego Ducha jako radość pokorną, czyli taką, jaka czyni człowieka pełnym skruchy, jaka sprawia, że grzesznik, który dostąpił przebaczenia, woła:

Otom ja nędzny! Czym ja jestem, czym dom mojego ojca? Teraz moje oko ujrzało cię. Kajam się w prochu i popiele! Gdzie jest pokora, tam jest łagodność, cierpliwość, uprzejmość i dobroć. Tam jest delikatność, ustępliwość, subtelność, słodycz i wrażliwość duszy, których nie są w stanie wyrazić słowa. Czy te przymioty charakteru towarzyszą domniemanemu świadectwu Ducha w zarozumiałym człowieku o umyśle naturalnym? Wprost przeciwnie. Im bardziej wydaje mu się, że Bóg ma w nim upodobanie, tym bardziej się wynosi. Im bardziej się wynosi, tym bardziej ogarnia go pycha i zarozumiałość. Im silniejsze ma przekonanie, że doświadcza świadectwa Ducha, tym bardziej staje się arogancki wobec otoczenia, tym mniej skłonny liczyć się z krytyką oraz tym mniej starcza mu cierpliwości w obliczu sprzeczności. Zamiast nabierać większej łagodności, uprzejmości, otwartości na argumenty, gotowości do słuchania raczej niż mówienia, staje się niecierpliwy, apodyktyczny, gniewny, gwałtowny i popędliwy w stosunkach z innymi. Być może nawet bezwzględność pojawia się czasem w jego postawie, sposobie wysławiania i bycia, jak gdyby właśnie miał zamiar sprawę wyrwać z rąk Boga i wziąć jaw swoje ręce, aby pochłonąć przeciwników.

Raz jeszcze powtórzmy to: Pismo Święte uczy, że na tym polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań Jego. Przestrzeganie przykazań jego jest więc cechą, bez której nie podobna mówić o miłości do Boga. Sam nasz Pan powiada: Kto ma moje przykazania i przestrzega ich, ten mnie miłuje. Miłość zaś raduje się posłuszeństwem, aby czynić wszystko, co tylko podoba się Umiłowanemu. Ten, kto prawdziwie miłuje Boga, jest pełny zapału, aby czynić wolę jego tak na ziemi jak i w niebie. (...)

Nieszczęsny jednak człowiek, który się oszukujesz! Ty, który jesteś pewny dziecięctwa Bożego, który powiadasz: Mam w sobie świadectwo, i dlatego stawiasz czoła wszystkim swoim wrogom. Jesteś ważony na wadze świątyni i okazuje się, że brakuje ci wagi. Słowo Pańskie sprawdziło twoją duszę, i okazałeś się miernej próby. Nie jesteś pokornego serca, dlatego do dziś nie otrzymałeś Ducha Jezusowego. Brak ci i dobroci i łagodności, dlatego radość twoja jest nic nie warta; nie jest to radość w Panu. Nie przestrzegasz jego przykazań, dlatego nie miłujesz go, ani nie dostąpiłeś daru Ducha Świętego. Wynika stąd tak jasno i wyraźnie jak tylko Pismo Święte może to uczynić, że Duch jego nie świadczy wespół z duchem twoim, że dzieckiem Bożym jesteś. Wołaj do niego, żeby opadły z oczu twoich jakby łuski, żebyś poznał siebie tak jak sam jesteś poznany, abyś mógł otrzymać w sobie wyrok śmierci, aż usłyszysz głos, który podnosi z martwych: Ufaj, odpuszczone są grzechy twoje, wiara twoja cię uzdrowiła.

Mógłby jednak ktoś nadal się upierać i zapytać: Jak jednak len, kto ma w sobie prawdziwe świadectwo Ducha, może je odróżnić od zwykłego zarozumialstwa? Zapytam więc i ja: w jaki sposób odróżniasz dzień od nocy? Albo słabe światło świecy czy gwiazdy od blasku słońca w południe? Czyż nie ma istotnej, oczywistej i zasadniczej różnicy pomiędzy jednym a drugim? (...)

Mógłby jednak ktoś zapytać: Po czym mam poznać, że moje zmysły duchowe są we właściwej dyspozycji? (…) Odpowiedź brzmi: Pewność tę daje ci, po pierwsze: świadectwo twojej własnej duszy. Po drugie, prośba do Boga o dobre sumienie. Po trzecie to, co Bóg sprawił w twoim duchu - przez to wszystko poznasz świadectwo Ducha Bożego, poznasz, że nie są to iluzje, oraz że nie oszukujesz własnej duszy. Bezpośrednimi owocami Ducha rządzącymi w sercu twoim są; miłość, radość, pokój, serdeczne współczucie, dobroć, pokora, łagodność i cierpliwość. A zewnętrznymi owocami Ducha jest czynienie dobra wszystkim ludziom, nie wyrządzanie nikomu zła, życie w światłości, tzn. gorliwe, niezmienne posłuszeństwo wszystkim przykazaniom Bożym.

Po tych samych owocach odróżnisz głos Boży od wszelkich diabelskich iluzji. Diabelska pycha nie może przed Bogiem uczynić ciebie pokornym. Diabeł bowiem nie jest w stanie skruszyć twojego serca ani wywołać w nim tęsknoty za Bogiem, po czym zamienić ją w synowską miłość. Wróg Boga i człowieka bynajmniej nie sprawi, że będziesz miłował bliźniego, i że przywdziejesz łagodność, uprzejmość, cierpliwość, powściągliwość i cala zbroję Bożą. Nie jest bowiem ani sam z sobą rozdwojony, ani niszczycielem grzechu, który przecież jest jego dziełem. Tylko Syn Boży unicestwia dzieło diabła. Tak jak z pewnością świętość jest z Boga, a grzech dziełem szatana, tak z pewnością świadectwo, które masz w sobie nie jest z szatana, ale z Boga.

Możesz więc powiedzieć: Bogu niech będą dzięki za niewysłowiony dar Jego. Niech będą dzięki Bogu, który pozwala mi wiedzieć, komu zawierzyłem, który zsyła Ducha Syna swego do serca mojego, wołającego: Abba, Ojcze. Właśnie teraz świadczy wespół z duchem moim, że dzieckiem Bożym jestem! Uczyń, żeby nie tylko twoje wargi, ale także życie pokazało Jego chwałę. Zapieczętował ciebie jako swego, wysławiaj więc Go w swoim ciele i duchu, które do Niego należą. Umiłowany, jeśli pokładasz w Nim nadzieję, oczyść się tak jak On jest czysty. Skoro widzisz, jaką miłość okazał ci Ojciec, że zostałeś nazwany dzieckiem Bożym, oczyść się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej. Oby wszystkie twoje myśli, słowa i uczynki były ofiarą duchową, świętą, miłą Bogu przez Jezusa Chrystusa!


Jan Wesley, Poucz mnie o tym, czego nie wiem, Warszawa 2001, s. 105-114


powrót>
Kościół Ewangelicko-Metodystyczny w Poznaniu