metodyzm
Strona główna
Czytelnia
» Jan Wesley
» dokumenty Kościoła
» inne


ŚWIADECTWO DUCHA (2)
fragmenty kazania (11)  ks. Jana Wesleya

Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy!
 (Rz 8,16)

(…) Zwłaszcza tzw. metodyści powołani zostali, aby zrozumieć, wyjaśnić i bronić nauki o dziecięctwie Bożym jako wspólnym świadectwie Ducha Bożego i ludzkiego. Jest to bowiem wielka część świadectwa, z którym Bóg polecił im dotrzeć do wszystkich ludzi. (…)

Czym jednak jest świadectwo Ducha? Oryginalny wyraz grecki, martyrua, można przetłumaczyć albo jako świadek (i tak właśnie w niektórych miejscach tekstu Pisma wyraz ten się tłumaczy), albo mniej dwuznacznie jako świadectwo czy dowód. W naszym tłumaczeniu Pisma Świętego martyrua jest oddawana właśnie jako dowód, świadectwo. A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu Jego. Świadectwo, o którym mowa w tekście stanowiącym podstawę niniejszego rozważania, jest dziełem Ducha Bożego wraz z naszym duchem. To Duch Boży jest osobą składającą świadectwo. Treścią jego świadectwa skierowanego do nas jest to, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Bezpośrednim następstwem tego świadectwa są owoce Ducha, mianowicie: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość i dobroć. Bez owoców Ducha świadectwo dziecięctwa Bożego ustaje (…).

Wiele lat temu powiedziałem: W języku ludzkim trudno jest znaleźć słowa, które mogłyby wyjaśnić głębokości Boże. W istocie słowa, które wiernie oddałyby to, co jest udziałem dzieci Bożych, nie istnieją. Ale gdyby ktoś (…) zapragnął znaleźć stosowne słowa, mógłby powiedzieć, że świadectwo Ducha jest niejako wewnętrznym odbiciem w duszy, przez które Duch Boży bezpośrednio świadczy mojemu duchowi, że dzieckiem Bożym jestem, że Jezus Chrystus umiłował mnie i siebie oddal za mnie, że wszystkie moje grzechy są wymazane, i że ja, nawet ja, jestem z Bogiem pojednany.

(…) w sposób tak potężny, a jednocześnie niepojęty działa [Duch Boży] na duszę ludzką, że burzliwy wiatr i wzburzone fale ustają, po czym nastaje spokój pełen słodyczy, w którym serce znajduje spoczynek jak gdyby w objęciach Jezusa. W rezultacie grzesznik wyraźnie doznaje zadośćuczynienia Bożego pojednania oraz przekonania, że odpuszczone są jego nieprawości, a jego grzechy zakryte. (…)

Głównym przedmiotem różnych dyskusji na temat świadectwa Ducha jest to, czy w ogóle jest jakiekolwiek bezpośrednie świadectwo Ducha, oraz czy jest jakieś inne świadectwo Ducha niż to, które wynika ze świadomości jego owoców. (…)

Osobiście wierzę, że jest, ponieważ taki wydaje mi się prosty i naturalny sens samego tekstu: Sam Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. Wyraźnie wymienieni są tutaj dwaj świadkowie, którzy razem o tym samym świadczą, mianowicie Duch Boży i nasz własny duch. (…) Kiedy nasz duch jest ich świadomy, mianowicie miłości, radości, pokoju, cierpliwości, uprzejmości i dobroci – w oparciu o te przesłanki łatwo wyciąga wniosek, że w istocie jesteśmy dziećmi Bożymi. (…)

Czym jest więc świadectwo naszego ducha? Gdyby nasz tekst nie był wystarczająco jasny, odpowiedź na to pytanie z łatwością można byłoby znaleźć w wersecie: Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Z tego wynika wniosek następujący: Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy.

Wniosek ten bliżej wyjaśnia podobny tekst z Listu do Galacjan 4,6: A ponieważ jesteście synami, przeto Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wałającego: Abba, Ojcze! Czy właśnie ten werset z Listu do Galacjan nie opisuje czegoś, co jest intuicyjne i bezpośrednie, a nie rezultatem refleksji czy rozważania? (…)

To, że świadectwo Ducha Świętego z natury rzeczy w sposób konieczny poprzedza świadectwo ducha naszego, wynika choćby z tego względu, że zanim staniemy się świadomi, iż jesteśmy święci w sercu i życiu naszym, musimy najpierw w istocie takimi być. Ponieważ jednak korzeniem wszelkiej świętości jest miłość do Boga, zanim możemy stać się święci, musimy najpierw Boga umiłować. Nie możemy jednak Boga umiłować dopóki nie poznamy, że On nas umiłował: Miłujemy Go, gdyż On nas przedtem umiłował. (…)


W tym miejscu naszych rozważań należy podnieść kwestię osobistego doświadczenia dziecięctwa Bożego, które stanowi potwierdzenie nauczania opartego na Piśmie Świętym. Jest to doświadczenie nie dwóch, trzech, czy kilku osób, ale wielkiego tłumu, którego nikt nie mógł zliczyć. Zostało ono potwierdzone zarówno w naszych czasach jak i przeszłości przez wielki obłok żywych i umarłych świadków. Jest ono potwierdzane tak przez twoje doświadczenie jak i moje. Sam Duch zaświadczył mojemu duchowi, że jestem dzieckiem Bożym, i dał mi dowód tego tak, że natychmiast zawołałem: Abba, Ojcze! Uczyniłem to ja (tak jak uczyniłeś to i ty) zanim zdobyłem się na refleksję i uświadomiłem sobie obecność jakichkolwiek owoców Ducha. Właśnie z tego świadectwa otrzymanego przeze mnie wypływa miłość, radość i pokój jak i wszelkie inne owoce Ducha. Usłyszałem najpierw: Grzechy są ci odpuszczone! Ma Bóg w tobie upodobanie. Usłyszałem, i w sercu moim otwarły się niebiosa.

Znajduje to potwierdzenie w doświadczeniu dzieci Bożych, spośród których tysiące mogą wyznać, że nigdy nie była im dana wiedza, iż Bóg znajduje w nich upodobanie, dopóki nie zostało im to bezpośrednio poświadczone przez Ducha Bożego. Znajduje to również potwierdzenie u wszystkich tych, którzy są przekonani o grzechu, którzy czują, że gniew Boży ciąży na nich. Ci właśnie nie mogą zadowolić się niczym mniej przekonywającym niż samo bezpośrednie świadectwo Ducha, że Bóg łaskawy jest na ich nieprawości a grzechów ich nie wspomni więcej. Powiedz, któremukolwiek z nich: Dowiedz się, że jesteś dzieckiem Bożym poprzez refleksję nad tym, co w tobie uczynił Bóg, nad miłością, radością i pokojem; czy nie odpowie ci natychmiast: Poprzez całą tę refleksję, wiem jedno, mianowicie, że jestem dzieckiem diabla. Nie mam więcej miłości do Boga niż diabeł, wrogi Bogu jest mój cielesny umyśl. Brak mi radości w Duchu Świętym: smętna jest dusza moja aż do śmierci. Żyję w niepokoju, moje serce jest jak wzburzone morze; jestem jak rozszalałe żywioły. W jakiż inny sposób mogą znaleźć spokój wewnętrzny dusze aż tak strapione niż przez boskie świadectwo, że Bóg usprawiedliwia bezbożnych, a nie dlatego, że są dobre, czyste i żyją w pełni według Pisma Świętego? W jakiż inny sposób Bóg usprawiedliwia tego, który zanim zostanie usprawiedliwiony jest całkowicie bezbożny oraz pozbawiony wszelkiej prawdziwej świętości. W jakiż inny sposób usprawiedliwia tego, który nie spełnia uczynków, który nie czyni niczego, godnego miana prawdziwego dobra, dopóki nie uświadomi sobie, że Bóg znajduje w nim upodobanie nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełnił, ale tylko i wyłącznie przez darmo dane, niczym nie zasłużone miłosierdzie Boże? Wreszcie w jakiż inny sposób usprawiedliwia niż wyłącznie i całkowicie przez to, co Syn Boży uczynił i wycierpiał dla niego? Czy może być inaczej, jeżeli prawdą jest, że człowiek jest usprawiedliwiony przez wiarę, niezależnie od uczynków zakonu? Jeśli tak, to jakiego wewnętrznego i zewnętrznego dobra może on być świadomy zanim jego usprawiedliwienie przez Boga nie nastąpi? Czy to, że nie mamy z czego oddać, nie oznacza, iż jesteśmy świadomi, że z konieczności nic mieszka w nas nic dobrego, ani dobro wewnętrzne ani zewnętrzne, dopóki nie możemy zostać usprawiedliwieni za darmo przez odkupienie, które jest w Jezusie Chrystusie? Czy kiedykolwiek od swego przyjścia na świat dostąpił ktoś usprawiedliwienia, albo inaczej czy ktokolwiek może zostać w ogóle usprawiedliwiony zanim nie znajdzie się w sytuacji, w której powie: Nie mam żadnego alibi, Panie, jestem potępiony, ale ty umarłeś! (…)

Podsumowując należy podkreślić, że świadectwo Ducha Bożego jest w duszy wierzącego wewnętrznym odbiciem, przez które Duch Boży bezpośrednio świadczy duchowi wierzącego, że jest dzieckiem Bożym.

(…) Z całości naszych rozważań można wyciągnąć dwa wnioski. Pierwszym wnioskiem jest to, że nikt nigdy nie powinien ośmielać się powoływać na domniemane świadectwo Ducha Bożego w oderwaniu od jego owoców. Jeśli Duch Boży w istocie świadczy, że dziećmi Bożymi jesteśmy, bezpośrednim tego następstwem są owoce Ducha mianowicie, miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i wstrzemięźliwość. (…)

Drugim wnioskiem jest to, że nikt bez Jego świadectwa nie powinien polegać na domniemanych owocach Ducha. Jest rzeczą jasną, że wstępne przejawy radości, pokoju i miłości, i to rzeczywiście pochodzące od Boga, nie iluzoryczne, mogą pojawić się na długo nim w sobie samych doświadczymy świadectwa, na długo nim Duch Boży zaświadczy wespół z naszym duchem, że mamy we krwi Jezusa odkupienie, tj. przebaczenie grzechów. Właściwie w pewnym stopniu cierpliwość, uprzejmość, wierność, łagodność, powściągliwość (za sprawą łaski Bożej uprzedzającej, nie ich namiastka, ale rzeczywista doza) mogą pojawić się zanim jesteśmy obdarowani w umiłowanym, w konsekwencji, zanim dostąpimy świadectwa, że znaleźliśmy upodobanie Boże. Na tym jednak bynajmniej nie należy poprzestać; byłoby rzeczą dla duszy naszej doprawdy zgubną, gdybyśmy w istocie na tym tylko poprzestali. Jeśli nie brak nam mądrości, bezustannie wołać będziemy do Boga aż Duch jego w sercu naszym zawoła: Abba, Ojcze. To jest właśnie przywilej dzieci Bożych, i bez niego nigdy nie możemy mieć pewności, że dziećmi Bożymi jesteśmy. Bez Jego wołania w naszym sercu nigdy nie możemy zachować trwałego spokoju wewnętrznego ani też uniknąć dręczących obaw i wątpliwości. Ale kiedy już raz otrzymaliśmy Ducha synostwa, ten pokój, który przekracza wszelkie zrozumienie ludzkie, a który rozprasza wszelkie dręczące obawy i wątpliwości, strzec będzie serc naszych i myśli naszych w Chrystusie Jezusie. Kiedy więc Duch synostwa przyniesie prawdziwy owoc, wszelką wewnętrzną i zewnętrzną świętość, jest to niewątpliwie za sprawą jego woli, która powołuje nas, aby udzielać nam zawsze tego, czego raz nam udzielił. Dlatego nie ma już więcej powodu, dla którego kiedykolwiek w przyszłości mielibyśmy zostać pozbawieni albo świadectwa Ducha Bożego albo naszego własnego, tzn. świadomości naszego postępowania w całkowitej prawości i prawdziwej świętości.


Jan Wesley, Poucz mnie o tym, czego nie wiem, Warszawa 2001, s. 115-126


powrót>
Kościół Ewangelicko-Metodystyczny w Poznaniu