metodyzm
Strona główna
Czytelnia
» Jan Wesley
» dokumenty Kościoła
» inne


USPRAWIEDLIWIENIE Z WIARY
fragmenty kazania (5)  ks. Jana Wesleya


Gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość.
Rz 4,5

W jaki sposób grzesznik może zostać usprawiedliwiony przed Bogiem, Panem i Sędzią wszystkich, jest kwestią doniosłej wagi dla każdego z synów ludzkich. W tej właśnie kwestii zawarta jest podstawa wszystkich naszych nadziei, gdyż jak długo pozostajemy w opozycji do Boga, nie może być prawdziwego pokoju, trwałej radości tak w tym czasie, jak i wieczności. (...)

Spróbuję więc pokazać:
po pierwsze, jaka jest właściwa podstawa całości nauki o usprawiedliwieniu;
po drugie, co to jest usprawiedliwienie;
po trzecie, kim są ci, którzy zostali usprawiedliwieni;
wreszcie, po czwarte, pod jakimi warunkami zostali oni usprawiedliwieni. (...)

Człowiek został stworzony na obraz Boga. Uczyniony więc został świętym, tak jak święty jest Ten, który go stworzył: miłosiernym, tak jak sam Stwórca wszystkich rzeczy jest miłosierny; doskonałym, tak jak jego Ojciec, który jest doskonały w niebie.

Tak jak Bóg jest miłością, tak człowiek mieszkający w miłości mieszkał w Bogu, a Bóg w nim. Bóg uczynił człowieka obrazem własnej wieczności, niezniszczalnym obrazem Boga chwały. Był więc człowiek, jak sam Bóg, czysty od wszelkiej zmazy grzechu. Obca mu był znajomość zła w jakimkolwiek stopniu, czy formie. (...) Miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej.

Takiemu oto prawemu i doskonałemu człowiekowi dał Bóg doskonałe prawo, w stosunku do którego wymagał całkowitego i doskonałego posłuszeństwa. (...)

Taka była sytuacja człowieka w raju. Przez daną za darmo, niezasłużoną miłość Bożą, był on święty i szczęśliwy. Posiadał znajomość Boga, który w swej istocie jest życiem wiecznym, radował się Nim i miłował. I gdyby też trwał w posłuszeństwie we wszystkim Bogu, na zawsze miał pozostać w pełni miłości. Ale gdyby okazał nieposłuszeństwo choćby w jednej rzeczy, miał utracić wszystko. W dniu tym powiedział Bóg – na pewno umrzesz.

Człowiek był nieposłuszny Bogu; zjadł z drzewa, o którym Bóg powiedział: nie wolno ci z niego jeść. W tym więc dniu skazany został na mocy sprawiedliwego wyroku Bożego. Był to wyrok, o którym był ostrzeżony zanim został on wydany. A w momencie kiedy skosztował owocu, umarł. Jego dusza umarła, ponieważ została oddzielona od Boga. Jeśli bowiem dusza jest oddzielona od Boga, ma nie więcej życia niż ciało oddzielone od duszy. Podobnie i ciało stało się zniszczalne i śmiertelne tak, że i ono zostało ogarnięte przez śmierć. (…)

Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, ponieważ dotknęła tego, który był naszym wspólnym ojcem i reprezentantem nas wszystkich. (…)

W takim stanie byliśmy, owszem, cała ludzkość, kiedy tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, abyśmy nie zginęli, ale mieli żywot wieczny. Kiedy się wypełnił czas, stał się człowiekiem (...). I jako taki, nasze cierpienia wziął na siebie, a Pan dotknął Go karą za winę nas wszystkich. (…) On wziął nasze grzechy w swym własnym ciele na drzewo, abyśmy jego ranami mogli być uleczeni, i aby przez tę jedną ofiarę, raz złożoną, odkupił mnie i całą ludzkość, uczyniwszy w ten sposób pełną, doskonałą i wystarczającą ofiarę oraz zadośćuczynienie za grzechy całego świata.

Ze względu na to, że Syn Boży zakosztował śmierci za każdego, Bóg świat ze sobą pojednał, nie zaliczając nikomu jego poprzednich upadków. A zatem, jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego, przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi. (…)

Oto właściwa podstawa całej nauki o usprawiedliwieniu. (…)

Ale co to właściwie znaczy być usprawiedliwionym? Czym jest usprawiedliwienie?

Jest to drugi z kolei punkt, który podjąłem się omówić. Z tego, co jak dotąd zostało powiedziane, można uznać za rzecz oczywistą, że usprawiedliwienie nie polega na rzeczywistym uczynieniu kogoś prawym czy sprawiedliwym. To byłoby uświęcenie, które w rzeczy samej jest do pewnego stopnia bezpośrednim owocem usprawiedliwienia, niemniej jednak jest odmiennym darem Bożym i o całkowicie odmiennym charakterze. Usprawiedliwienie odnosi się do tego, co Bóg czyni dla nas przez swego Syna, uświęcenie zaś do tego, co sprawia w nas przez swego Ducha. (…)

Z usprawiedliwienia nie wynika, że Bóg jest wprowadzony w błąd w odniesieniu do tych, których usprawiedliwia, gdyż uważa ich za to, czym faktycznie nie są czyli, że traktuje ich jako innych niż są. Z usprawiedliwienia wcale nie wynika, że Bóg wydaje o nas osąd wbrew prawdziwej naturze rzeczy, że uważa nas za lepszych, niż rzeczywiście jesteśmy albo, że przyjmuje, że jesteśmy prawi, kiedy faktycznie nie jesteśmy. Z pewnością nie. Osąd wszechwiedzącego Boga dokonywany jest zawsze według kryterium prawdy. Ani też nigdy nie może być zgodne z Jego nieomylną mądrością, żeby uważał, że ja jestem niewinny, prawy albo święty, ponieważ ktoś inny jest. (…)

Na podstawie tekstu Pisma pojęcie usprawiedliwienie jest po prostu wybaczeniem czy też przebaczeniem za grzechy. Jest to akt Boga Ojca, przez który, dla przebłagania uczynionego krwią swego Syna, okazuje On sprawiedliwość (czy też miłosierdzie), w cierpliwości swojej pobłażliwie odnosząc się do przedtem popełnionych grzechów. Takie jest proste i naturalne przedstawienie tej kwestii przez św. Pawła w całym Liście do Rzymian. (…)  Temu, kto został usprawiedliwiony, albo komu przebaczono, Bóg grzechu nie poczyta za potępienie. Dlatego Bóg nie potępi go czy to w tym życiu, czy przyszłym. Jego grzechy, wszystkie jego przeszłe grzechy, popełnione myślą, słowem, czy uczynkiem są zakryte, albo inaczej, wymazane. Nie będą one więcej pamiętane, ani przytaczane przeciwko niemu tak, jakby nie zostały popełnione. Bóg nie wymierzy grzesznikowi kary, na którą zasłużył, ponieważ Jego umiłowany Syn wycierpiał ją za niego. (...)

Ale oto trzeci punkt, który podjąłem się omówić, mianowicie kim są ci, którzy zostali usprawiedliwieni? Apostoł odpowiada wyraźnie, że są nimi bezbożni: Bóg usprawiedliwia bezbożnych, bezbożnych wszelkiego rodzaju i stopnia i nikogo innego, tylko bezbożnych. Skoro sprawiedliwi nie potrzebują upamiętania, nie potrzebują więc i przebaczenia. Jedynie grzesznicy podlegają przebaczeniu, gdyż tylko grzech podlega przebaczeniu. Przebaczenie więc ma bezpośrednie odniesienie do grzechu i (ze względu na swą istotę) do niczego innego. To nasza niesprawiedliwość jest tym, w stosunku do czego przebaczający Bóg jest miłosierny. To naszej nieprawości Bóg więcej nie pamięta.

Aspekt ten w ogóle nie wydaje się być brany pod uwagę przez tych, co uporczywie twierdzą, że człowiek musi być uświęcony tj. święty, zanim może zostać usprawiedliwiony. W szczególności twierdzą tak ci, którzy utrzymują, że powszechna świętość i posłuszeństwo muszą poprzedzać usprawiedliwienie, co jest fałszem, chyba że mają na myśli usprawiedliwienie w czas sądu ostatecznego, co nie jest przedmiotem naszych rozważań tutaj. Twierdzenie to jest tak dalece fałszywe, że jego samo przypuszczenie jest:

po pierwsze, całkowicie niemożliwe, gdyż jeśli nie ma miłości Boga, to nie ma świętości; miłość Boga zaś jest tylko z poczucia Jego umiłowania nas;

po drugie, jest ono jawnie wewnętrznie sprzeczne, gdyż z samej definicji pojęcia grzesznika wynika, że to nie świętemu, ale grzesznikowi przebacza się.

Bóg usprawiedliwia nie pobożnych, lecz bezbożnych; nie tych, którzy już są święci, ale nieprawych. (…)

Czy dobry Pasterz szuka i ocala jedynie tych, co są już odnalezieni? Nie. Szuka i ocala zagubionych. Przebacza tym, którzy potrzebują jego przebaczającego miłosierdzia. Wybawia z poczucia winy za grzech i z jego mocy grzeszników wszelkiego rodzaju i stopnia, ludzi, którzy aż do chwili wybawienia byli zupełnie bezbożni. (…)

Ci, co są chorzy, których ciężar grzechów jest nie do zniesienia, ci potrzebują lekarza. (...)

Wreszcie, pod jakim warunkiem zostaje usprawiedliwiony zupełnie bezbożny, który dopóki nie zostanie usprawiedliwiony nie dokonuje dobrych uczynków. Pod jednym jedynym, mianowicie – wiary. Kto wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnych, nie będzie sądzony; owszem, przeszedł ze śmierci do żywota. (…)

Wiara we właściwym sensie jest boskim, nadnaturalnym dowodem (elen-chos), albo też świadectwem rzeczy niewidzialnych, niepostrzegalnych zmysłowo, gdyż odnoszących się do przeszłości, przyszłości, albo tego, co duchowe.

Wiara usprawiedliwiająca w sposób konieczny pociąga za sobą nie tylko boski dowód, czy świadectwo, że Bóg był w Chrystusie jednając świat ze sobą, ale także niezachwianą pewność i ufność, że Chrystus umarł za moje grzechy, że umiłował mnie i oddał siebie za mnie. Kiedykolwiek więc grzesznik wyzna tę wiarę, czy to we wczesnym dzieciństwie, czy to w sile wieku, czy w podeszłej starości, Bóg usprawiedliwi bezbożnego. (…)

Nie potrafię opisać natury wiary inaczej niż przez słowa naszego Kościoła: Jedynym instrumentem zbawienia (którego usprawiedliwienie jest częścią) jest wiara: jest ona (...) niezachwianą pewnością i ufnością (...) że Bóg zarówno odpuścił jak i odpuści nasze grzechy, że on na nowo ma w nas upodobanie, (...) dla zasług śmierci i cierpień Chrystusa. (…)

Posiądźmy przeto mocną i pewną wiarę, nie tylko, że śmierć Chrystusa jest pożytkiem dla (...) całego świata, (...) ale (...) że On uczynił (...) zupełną i wystarczającą ofiarę dla ciebie, doskonale oczyszczenie twoich grzechów(…).

Kiedy twierdzę, że wiara jest warunkiem usprawiedliwienia, mam na myśli przede wszystkim to, że nie ma usprawiedliwienia bez niej. Kto nie wierzy, już jest osądzony, i tak długo jak nie wierzy, to osądzenie jest nieusuwalne i gniew Boży ciąży nad nim. Albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, niż imię Jezusa Nazaretańskiego, nie ma też żadnej innej zasługi, przez którą osądzony grzesznik może kiedykolwiek zostać wybawiony od winy grzechu; tak więc nie ma innej drogi uzyskania działu w jego zasłudze niż przez wiarę w Jego imię. (…).

Wiara jest więc koniecznym warunkiem usprawiedliwienia, więcej − jest ona jedynym i koniecznym warunkiem. Jest to drugi punkt, na który warto zwrócić uwagę: z chwilą, kiedy Bóg udziela wiary (jest ona darem Bożym) bezbożnemu, który nie dokonuje dobrych uczynków, wiara poczytana jest mu za sprawiedliwość. W czasie poprzedzającym tę chwilę, brak mu jest jakiejkolwiek sprawiedliwości, nawet negatywnej, czy też jakiejkolwiek niewinności. Wara jest mu bowiem poczytana za sprawiedliwość nie wcześniej niż uwierzy. Nie jakoby Bóg (jak już wcześniej to zaznaczyliśmy) uznał go za to, czym nie jest. Ale ponieważ za nas grzechem uczynił Chrystusa (tj. potraktował go jako grzesznika) i ukarał za nasze grzechy, to tym samym uznał nas za sprawiedliwych od momentu, w którym uwierzymy w Niego, w konsekwencji, nie zostajemy przez Boga ukarani za nasze grzechy, ale potraktowani tak, jak byśmy byli prawi i bez winy.

Zapewne trudność w przyjściu za prawdziwe twierdzenia, że wiara jest jedynym warunkiem usprawiedliwienia, musi wynikać z jej niezrozumienia. Przez twierdzenie to mamy na myśli, że jest wiara jedyną rzeczą, bez której nikt nie zostaje usprawiedliwiony, jedyną rzeczą, która jest bezpośrednio, niezbywalnie i absolutnie konieczna, aby nastąpiło przebaczenie. Z jednej strony, nawet gdyby człowiek posiadał wszystko inne, ale bez wiary, nie mógłby zostać usprawiedliwiony. Z drugiej strony, gdyby brakowało mu wszystkiego innego, ale miał wiarę, nie mógłby nie zostać usprawiedliwiony.

Wyobraźmy sobie bowiem jakiegoś grzesznika, w pełnym tego słowa znaczeniu, bezbożnego, całkowicie niezdolnego do myślenia, mówienia i czynienia dobra, zasługującego wyłącznie na ogień piekielny − wyobraźmy sobie, powiadam, że ten bezradny i zupełnie beznadziejny grzesznik oddaje się bez reszty miłosierdziu Bożemu w Chrystusie (czego w rzeczy samej nie jest w stanie uczynić, jak tylko za sprawą łaski Bożej) − któż może wątpić, że z tą chwilą dostąpi przebaczenia? Któż będzie twierdził, że cokolwiek jeszcze jest niezbywalnie konieczne, aby ów grzesznik mógł zostać usprawiedliwiony? (...)

Jeśli uwierzysz w Pana Jezusa Chrystusa, będziesz zbawiony. Jeden jednak powód ustanowienia wiary warunkiem usprawiedliwienia, można w pokorze zrozumieć, jest nim mianowicie ukrycie przed człowiekiem pychy. Pycha już doprowadziła do zguby samych aniołów Bożych, zmiótł jedną trzecią część gwiazd niebieskich. Podobnie pycha zaważyła na słowach kusiciela: Będziecie jako bogowie. Przez nią właśnie, przez zadufanie w sobie samym, Adam zgrzeszył i sprowadził na świat grzech i śmierć. Było więc aktem mądrości godnej Boga, że ustanowił taki właśnie warunek pojednania dla niego jak i całej potomności, gdyż skutecznie mógł przywieść do pokory, uniżenia i zetrzeć w proch pychę. Temu właśnie służy wiara. Pasuje ona dobrze do tego celu, ponieważ ten, który z wiarą przychodzi do Boga, musi skierować swój wzrok wyłącznie na własne zło, winę, bezradność, nie bacząc w najmniejszym stopniu na jakiekolwiek domniemane dobro w sobie, jakąkolwiek cnotę, czy prawość. Potępiwszy i skruszywszy swoje ja musi przyjść taki, jaki naprawdę jest, tzn. jako całkowity, tak wewnętrznie jak i zewnętrznie, grzesznik, przynosząc do Boga całą swą bezbożność oraz przyznając się do grzechu i upadłości, jedynych owoców własnego ja. Oto wtedy i tylko wtedy, kiedy usta będą zamknięte i stanie grzesznik jako podległy sądowi Bożemu, będzie mógł spojrzeć na Jezusa jako na zupełne i wyłączne ubłaganie za grzechy jego. Tylko wtedy może znaleźć się w Nim i otrzymać sprawiedliwość, która jest od Boga przez wiarę.

Ty, który jesteś bezbożny, a słuchasz albo czytasz te słowa. Ty, który sam przez się jesteś niczym, tylko bezradnym i nędznym grzesznikiem, wzywam cię w obliczu Boga, sędziego wszystkich, pójdź do Niego z całą swą bezbożnością. Uważaj, abyś nie zgubił swej duszy przez powoływanie się w ten czy inny sposób na swą sprawiedliwość. Idź do Niego taki jaki naprawdę jesteś: całkowicie bezbożny, pełen winy, zgubiony i złamany, zasługujący i rzeczywiście pogrążony w piekle, a właśnie wtedy znajdzie On w tobie upodobanie i poznasz, że usprawiedliwia bezbożnych. Jako taki przywiedziony zostaniesz do krwi, którą się kropi, jako utrapiony, bezradny i osądzony grzesznik. Ale patrz na Jezusa: Oto jest Baranek Boży, który gładzi twoje grzechy. Nie powołuj się na uczynki, sprawiedliwość, ani na pokorę, skruchę czy szczerość! W żaden sposób. To oznaczałoby w istocie zaprzeć się Pana, który cię odkupił. Nie. Powołuj się jedynie na krew przymierza, okup zapłacony za twą pyszną, upartą i grzeszną duszę. Kim jesteś, że oto widzisz i czujesz swą wewnętrzną i zewnętrzną bezbożność? Jesteś człowiekiem. Chcę ciebie dla mojego Pana. Stawiam ci wyzwanie, abyś stał się dzieckiem Bożym przez wiarę. Pan potrzebuje ciebie. Ty, który czujesz, że nadajesz się tylko do piekła, właśnie nadajesz się, by zwiastować Jego chwałę, chwałę Jego darmo danej łaski, usprawiedliwiającej bezbożnych i Tego, któremu obce są dobre uczynki. O przyjdź natychmiast. Wierz w Pana Jezusa, a ty, nawet ty, będziesz pojednany z Bogiem.

Jan Wesley, Poucz mnie o tym, czego nie wiem, Warszawa 2001, s. 53-62

powrót>
Kościół Ewangelicko-Metodystyczny w Poznaniu